Kilka refleksji na temat ACTA
 Oceń wpis
   

Przyglądając się dyskusji dotyczącej Anti-Counterfeiting Trade Agreement (ACTA) przychodzi mi na myśl spór sprzed prawie 30 lat kiedy to Universal w 1983 roku pozwało firmę Sony w sprawie wprowadzenia na rynek magnetowidów (Video Tape Recorder – VTR). Universal chciało zabronienia rozpowszechniania nowej technologii pozwalającej na łatwe kopiowanie i odtwarzanie filmów i progamów telewizyjnych, dotychczas dostępnych tylko w kinie oraz w ramach programu stacji telewizyjnych. Sprawa w 1984 r. trafiła przed amerykański Sąd Najwyższy, który słusznie stwierdził, że: „Sprzedaż VTR dla ogólnego odbiorcy nie stanowi przyczynienia się do naruszenia praw autorskich drugiej strony sporu” [„The sale of the VTR's to the general public does not constitute contributory infringement of respondents' copyrights”]. [wyrok z uzasadnieniem można znaleźć tutaj].

Jedno z kluczowych spostrzeżeń na tle powyższej sprawy można ująć w następujący sposób: jeśli zabronilibyśmy rozpowszechniania nowej technologii jaką są VTR, to jednocześnie musielibyśmy analogiczny zakaz skierować np. w stosunku do długopisów, bo przecież również one mogą stanowić „narzędzie służące do naruszenia czyichś praw autorskich”.

Morał z tej historii był taki, że zarówno Sony skorzystało na sprzedaży nowego urządzenia, firmy pokroju Universal, czy Walta Disneya zarobiły krocie na dystrybucji kaset video ze swoimi filmami (dużo więcej niż na biletach do kina), a przeciętny Kowalski mógł sobie wielokrotnie obejrzeć w zaciszu domowym ulubiony film nie fatygując się do kina i oszczędzając na cenie biletu.

Dzisiaj powyższy spór budzi uśmiech politowania, ale jego istota była analogiczna (rozwój technologii zapewniający łatwiejsze kopiowanie, przetwarzanie i wymianę informacji kontra dotychczasowy model biznesowy stosowany przez głównych graczy rynkowych z danej branży).

Mam nadzieję, że za jakiś czas taki sam uśmiech politowania będzie wywoływało wspomnienie o ACTA.

***

Niestety w sprawie ACTA, poza przedstawionym aspektem biznesowym, należy mieć także na uwadze, czy przy okazji umowa ta nie ma stanowić poręcznego narzędzia do stosowania swoistej cenzury pod pretekstem ochrony praw autorskich.

Komentarze (2)
Class Action in Poland
 Oceń wpis
   

 

Class Action in Poland

Poniżej zamieszczam przedruk mojego artykułu opublikowanego na zaprzyjaźnionym blogu - Business Law Blog:

Class Action in Poland–milestone or useless procedural tool?

The class action regulation in Poland, known as the “Ustawa o dochodzeniu roszczeń w postępowaniu grupowym” (“Act on Group Proceedings”), based substantially on the Swedish Act of 2002, came into force on July 2010.

This article summarizes the first impressions on the regulation and tries to answer whether this Act is a milestone in the Polish legal system or just a useless procedural tool which does not have a bigger social and economic impact. The article concentrates on two significant issues: Limitations of the Act, and Polish Class Action in relation to Polish Substantive Law

Limitations of the Act

The first issue that comes to notice while analyzing the Act is the strict limitations imposed on its application. Under this law you may file a class action only in cases related to consumers’ claims, torts or product liability (excluding cases related to personal rights). Such limitations reduce its influence. For example in Poland it is not possible for a group of entrepreneurs to file a class action against other company based on the fact that it is in breach of contracts that were entered into with all the entrepreneurs but negotiated and executed by them individually. For example, if the producer is selling its product to a large number of small distributors and thereafter starts to breach contracts concluded with each of them individually then they cannot commence a class action against him and have to struggle individually in separate cases (the same scenario would occur in case of a legal conflict between franchisees and a franchisor). They might also try to use other procedural institutions such as a formal joint participation or a joint recognition of cases (art. 72 § 2 p. 2 and art. 219 of the Polish Civil Procedure Code respectively).

The ratio legis behind the above limitations was to exclude the possibility of blackmails through class actions which seems to be common in the United States. However, the first statistics show that the above considerations were exaggerated and in the Polish system the risk of such abuse is not significant. The specificity of the Polish legal system, the stage of economic development, as well as specific mentality of the society, restrain such actions. Thus, restricted limitations imposed by the Act result only in deprivation of individual rights in wide range of cases.

Polish Class Action v. Polish Substantive Law

The second issue related to the analyzed regulation is its incoherence with the substantive law which is tailor-made for individual (not class) cases. The Civil Code was not simultaneously amended to fit class action proceedings what now results in cases of self-contradiction. Currently, on the one hand we can unify our claims for the sake of group proceeding but on the other hand we are unable to do that because of deficiency of the appropriate provisions in the substantive law concerning grounds for seeking damages and rules of their assessment. This problem is especially flagrant in cases in which we have to deal with a lot of casualties (for example a plane crash in the center of the town) with a huge variety of damage levels (e.g. broken rib, loss of limbs, simple sore). Currently, under the Civil Code, it is almost impossible to find a unified rule to assess all the types of damages. On the other hand, the legislator gave us a possibility of creating small 2-person sub-groups within the class action but even this in practice is insufficient to handle the various types and levels of individual damages (it is particularly complicated in cases of future loss of profit which is always a hypothetical type of claim).

There are plenty of other problems with the application of this regulation but the two issues highlighted above are especially worth noticing as they go to the core of the whole idea of a class action (“Who can use it?” and “How to use it efficiently?”).

Summary

Summing-up, there are lots of loopholes in the Act on Group Proceedings, both procedural (like limitations in application of the class action) and related to the substantive law (in the scope of the rules on estimating unified damages for larger groups of claimants as well as problems related to loss of future profits). However, the current regulation is useful in cases where we only want to determine the liability of the defendant because in such cases the problem of assessing damages does not occur. A good example of this kind of claim is the pending case against BRE Bank.

Piotr Terlecki is an attorney-at-law / legal counsel (adwokat / radca prawny), managing partner at Terlecki & Partners Law Firm (Terlecki & Wspólnicy Kancelaria Prawna sp.k.), PhD candidate at Warsaw University (Civil Procedure Faculty). Piotr specializes in litigation, contract law, real estate investments and bankruptcy proceedings. You will find more details about Piotr at www.terlecki.eu.pl; www.pozwy-grupowe.net, as well as on his blog: www.piotrterlecki.bblog.pl

Komentarze (0)
Adwokat „ubezwłasnowolniony” (zmiany w kpc)?
 Oceń wpis
   

 

 

Czy planowane zmiany ubezwłasnowolnią pełnomocników?

No i stało się… zmiana art. 207 k.p.c. przeszła przez Sejm i Senat pomimo głosów rozsądku (stenogram z obrad Senatu) i czeka na podpis Prezydenta… tak więc ostatecznie jest bardzo prawdopodobne, że to od uznania sądu będzie zależało, czy strona (jej pełnomocnik) będzie mógł się swobodnie wypowiedzieć na piśmie w ramach toczącego się procesu…
 

 

Projektowany przepis art. 207 k.p.c. ma wyglądać następująco:
„§ 1. Pozwany może przed pierwszym posiedzeniem wyznaczonym na rozprawę wnieść odpowiedź na pozew.
§ 2. Przewodniczący może zarządzić wniesienie odpowiedzi na pozew w wyznaczonym terminie, nie krótszym niż dwa tygodnie.
§ 3. Przewodniczący może także przed pierwszym posiedzeniem wyznaczonym na rozprawę zobowiązać strony do złożenia dalszych pism przygotowawczych, oznaczając porządek składania pism, termin, w którym należy je złożyć, i okoliczności, które mają być wyjaśnione. W toku sprawy złożenie pism przygotowawczych następuje tylko wtedy, gdy sąd tak postanowi, chyba że pismo obejmuje wyłącznie wniosek o przeprowadzenie dowodu. Sąd może wydać postanowienie na posiedzeniu niejawnym.
§ 4. W wypadkach, o których mowa w § 3, przewodniczący lub sąd mogą wysłuchać strony na posiedzeniu niejawnym.
§ 5. Zarządzając doręczenie pozwu, odpowiedzi na pozew lub złożenie dalszych pism przygotowawczych, przewodniczący albo sąd, jeżeli postanowił o złożeniu pism przygotowawczych w toku sprawy, pouczając strony o treści § 6.
§ 6. Sąd pomija spóźnione twierdzenia i dowody, chyba że strona uprawdopodobni, że nie zgłosiła ich w pozwie, odpowiedzi na pozew lub dalszym piśmie przygotowawczym bez swojej winy lub że uwzględnienie spóźnionych twierdzeń i dowodów nie spowoduje zwłoki w rozpoznaniu sprawy albo że występują inne wyjątkowe okoliczności.
§ 7. Odpowiedź na pozew złożona z naruszeniem § 2 podlega zwrotowi; zwrotowi podlega także pismo przygotowawcze złożone z naruszeniem § 3.”

Zwolennicy noweli wskazują na zwrot w stronę ustności postępowania… a ja już widzę jak w skomplikowanej sprawie pomiędzy przedsiębiorcami protokolant będzie odnotowywał długi wywód prawny pełnomocnika z przytoczeniem orzecznictwa…

Projektodawcy wskazują na przyśpieszenie postępowania… a ja mam przed oczami sytuację, w której żeby złożyć najprostszą ripostę prawną sąd będzie musiał zwoływać w tym celu posiedzenie niejawne i wydawać postanowienie o dopuszczeniu tego pisma…

Powstaje także pytanie, co w sytuacji zamiaru zmiany powództwa (też trzeba prosić Sąd o zgodę na złożenie takiego pisma?)… albo kiedy pełnomocnik przejmuje sprawę w środku postępowania, gdy na ogół okazuje się, że występuje tam wiele zaniedbań i została podniesiona niewłaściwa argumentacja prawna - czy wówczas ma prosić Sąd o pozwolenie na wykonywanie swojej pracy poprzez podniesienie prawidłowych argumentów w pismach przygotowawczych?

Na chwilę obecną wszystko wskazuje na to, że po wejściu w życie ustawy i upływie vacatio legis powyższy rodzaj ubezwłasnowolnienia strony i jej pełnomocnika stanie się chlebem powszednim wszystkich tych, którzy parają się procedurą cywilną…

Na szczegółową analizę wszystkich konsekwencji rzeczonej noweli (która rzekomo miała wyrugować sformalizowane postępowanie gospodarcze, a de facto rozciągnęła jego reguły w wersji złagodzonej na całość postępowania cywilnego) zostanie pewnie poświęconych kilka wpisów. Na razie jednak (w związku z tym, że ustawa jeszcze formalnie nie obowiązuje) ograniczę się tylko do niniejszej lakonicznej refleksji.

Komentarze (3)
Powierzchowna deregulacja
 Oceń wpis
   

W piątek Sejm głosował nad ustawą określoną szumnie mianem deregulacyjnej... (link do ustawy)

Przewertowałem 100 stron tekstu z wypiekami na twarzy, czekając na liberalną rewolucję w polskim prawie publicznym, nieśmiało myśląc o nawiązaniu do ustawy Wilczka... ale doczytałem się jedynie zmian „mających na celu zmniejszenie reglamentacji w zakresie produkcji tablic rejestracyjnych, przez zastąpienie zezwolenia mniej uciążliwą dla przedsiębiorcy formą reglamentacji w postaci rejestru działalności regulowanej”... oraz... zniesienia zakazu picia alkoholu w wagonie restauracyjnym w pociągach krajowych... (zresztą ten zakaz już chyba na zasadzie desuetudo od dawna nie obowiązywał).

 

 

Poza tymi „wiekopomnymi” przejawami leseferyzmu należy wskazać próbę łatania kilku luk prawnych (np. wprowadzenie w końcu możliwości przekształcania przedsiębiorcy jednoosobowego w spółkę kapitałową – naprawdę brak tej regulacji prowadził do wielu paradoksów i powinien był być wprowadzony już od dawna) oraz marginalne zmniejszenie fiskalizmu Państwa polegające na obniżeniu opłaty za wpis spółki do KRS i zmianę danych spółki (z 1000/750 zł oraz 500 zł zmieniono na 500 zł i 250 zł) – jednak opłaty te wciąż moim zdaniem są stanowczo za wysokie. Przykład: opłata 200 zł za postępowanie w sprawie uchylenia uchwały organu spółdzielni – są to postępowania na ogół bardzo skomplikowane, w których orzeka w I instancji Sąd Okręgowy, natomiast dotychczasowa opłata za zmianę danych spółki to 500 zł, a proponowana 250 zł (na ogół polega ona np. na wpisaniu do odpowiedniej rubryki, że zamiast Kowalskiego prezesem zarządu jest Nowak – w tych sprawach mogą orzekać także referendarze sądowi). Zresztą nadmierny fiskalizm i niepotrzebne komplikacje w kwestii opłat w sprawach cywilnych to dobry temat na odrębną wypowiedź.

Powiem czego natomiast w tej ustawie się nie doszukałem...

- zniesienia większości koncesji, licencji i pozwoleń... co zresztą było szumnie zapowiadane (vide: wspominana powyżej ustawa Wilczka, nota bene uchwalona za czasów ostatniego komunistycznego rządu...). Jak piszą w uzasadnieniu autorzy ustawy w Polsce jest obecnie: 7 rodzajów działalności koncesjonowanej, 28 obszarów działalności regulowanej, oraz funkcjonuje 29 zezwoleń, 2 licencje i 1 zgoda. W ustawie Wilczka było tylko 11 koncesji (wymieniał je art. 11 ustawy), natomiast pod koniec jej obowiązywania było ich już 25...

- zniesienia większości bezsensownych opłat skarbowych (przecież na administrację publiczną łożymy już i tak w ramach licznych podatków...)

Na przykład taka opłata od „złożenia” każdego pełnomocnictwa, która dla budżetu samorządu zyski przynosi praktycznie żadne (np. w zestawieniu z częścią podatków, która trafia do j.s.t. z centrali), natomiast jest strasznie uciążliwa dla petenta. Ponadto, od 2007 r. sposób ustalania właściwości urzędu, do którego musi być uiszczona (tj. wg miejsca położenia tego urzędu), sprawia dodatkowe, niepotrzebne komplikacje (w szczególności w większych aglomeracjach miejskich). Zresztą jednocześnie dość pochopnie wyeliminowano z obrotu znaki opłaty skarbowej. W tym samym 2007 roku zniesiono jednak równie bezsensowną z fiskalnego punktu widzenia opłatę skarbową od weksli, która sprawiała jeszcze więcej problemów w praktyce (powstało zresztą bogate orzecznictwo dot. sposobu uiszczania tej opłaty i jej wyliczania – tak jakby sądy nie miały ważniejszych tematów do rozsądzania) i jakoś budżet się od tego nie zawalił (zresztą jak się zawali to przez wzgląd na brak jakichkolwiek reform w sektorze ubezpieczeń społecznych i brak konstytucyjnego zakazu powiększania długu publicznego).

A propos budżetu należałoby w tym miejscu zastanowić się także, czy nie bardziej efektywne byłoby przeniesienie punktu ciężkości w zbieraniu/wykorzystywaniu podatków na gminy, które same większość wpływów z danin publicznych rozdysponowywałyby na cele lokalne (na miejscu przecież łatwiej i zebrać podatek i go racjonalnie zainwestować niż wysyłać całość do centrali, żeby urzędnik z Warszawy zadecydował na co przeznaczyć część wpływów w np. Poznaniu...). Natomiast ustalony procent podatków gminy przesyłałyby do centrali, która przeznaczałaby go na opłacanie centralnych organów państwa. Przepraszam za uproszczenia w zakresie tych dywagacji o charakterze fiskalnym, ale jest to zagadnienie na odrębną, szerszą wypowiedź.

Reasumując:

W Sejmie powstaje kolejna ustawa, która co prawda wprowadza pozytywne zmiany, jednak ich bardzo ograniczony zasięg sprawia, że musi być oceniona negatywnie (w kontekście stanu w jakim znajduje się obecnie polskie prawo gospodarcze).

Komentarze (1)
Czy można wyłączyć cały sąd w sprawie cywilnej?
 Oceń wpis
   

Nie trzeba mieć pogłębionej wiedzy z zakresu procedury cywilnej, żeby odpowiedzieć na powyższe pytanie – przepisy art. 48 i n. k.p.c. stanowią wyraźnie, iż wyłączeniu podlegają poszczególni sędziowie występujący w sprawie. Także w doktrynie przesądza się, że chęć wyłączenia całego sądu musiałaby zostać przeprowadzona poprzez wyłączanie jednego sędziego po drugim…

W związku z powyższym należałoby się zastanowić nad potrzebą wprowadzenia do polskiego porządku prawnego instytucji wyłączenia całego sądu bądź sądów z danego okręgu.

Wyobraźmy sobie bowiem sytuację, w której stronę przeciwną reprezentuje adwokat, będący wcześniej przez kilkanaście lat sędzią w sądzie rozpatrującym toczącą się sprawę. W takiej sytuacji zna on większość lub wszystkich sędziów tego sądu, co może prowadzić do braku bezstronności składu orzekającego. Sam w praktyce zawodowej zetknąłem się z opisaną powyżej sytuacją. Oczywiście dotyczy ona małych miejscowości, gdzie dany sąd liczy jedynie od kilku do kilkunastu sędziów. Można sądzić, iż takie zjawisko może być coraz częściej spotykane ze względu na przepływ osób pomiędzy różnymi zawodami prawniczymi, który jest coraz bardziej liberalizowany (co zresztą samo w sobie należy uznać za proces pozytywny).

 

Jeszcze bardziej jaskrawy przykład sytuacji, w której przydatna mogłaby się okazać instytucja wyłączenia całego sądu bądź nawet sądów z danego okręgu, przydarzyła się rok temu w Częstochowie. Mianowicie sędzia Sądu Okręgowego pozwał własnego przełożonego (tj. prezesa sądu) o zadośćuczynienie, jednocześnie wnosząc o wyłączenie wszystkich sędziów z okręgu tego sądu. Tak więc zastosował metodę, o której pisałem na wstępie – w takiej sytuacji konieczne było wymienienie każdego sędziego z imienia i nazwiska. Artykuł na temat powyższej sprawy odnajdą Państwo tutaj.

Tak więc należałoby zastanowić się nad postulatem de lege ferenda odnośnie wprowadzenia instytucji wyłączenia od orzekania w danej sprawie całego sądu (bądź sądów danego okręgu) w szczególnie uzasadnionych przypadkach. W takiej sytuacji wniosek taki mógłby być rozpatrywany przez skład 3 sędziów zawodowych sądu przełożonego bądź odpowiadającego mu sądu z innego okręgu. Oczywiście należałoby także wprowadzić odpowiednie sankcje, które chroniłyby przed nadużywaniem tego instrumentu prawnego. W przypadku skutecznego wyłączenia danego sądu, sąd przełożony wskazywałby inny sąd do rozpatrzenia sprawy (wystarczyłoby w tym przypadku odwołanie do art. 44 k.p.c., zgodnie z którym: „Jeżeli sąd właściwy nie może z powodu przeszkody rozpoznać sprawy lub podjąć innej czynności, sąd nad nim przełożony wyznaczy na posiedzeniu niejawnym inny sąd”). Oczywiście clue takiej regulacji stanowiłaby denotacja pojęcia „szczególnie uzasadnione przypadki”. Sądzę, że najlepszym rozwiązaniem byłoby pozostawienie tego zadania orzecznictwu i doktrynie, bowiem każda próba wprowadzenia sztywnej definicji musiałaby skończyć się fiaskiem w zetknięciu z różnorodnością możliwych stanów faktycznych.

Komentarze (8)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 |
Najnowsze komentarze
2012-02-29 13:34
anttyc:
Kodeks budowlany
Wielu inwestorów nagina i łamie prawo. Często rezygnują z projektanta, gdy ten nie chce[...]
2012-02-22 15:39
ZR:
Adwokat „ubezwłasnowolniony” (zmiany w kpc)?
Witam, alternatywne rozwiązanie to odczytanie pisma. Przy okazji test dla Sądu i protokolanta[...]
2012-02-07 00:40
troche prawdy:
Kilka refleksji na temat ACTA
http://www.youtube.com/watch?v=JM8S9z1wmjM
O mnie
Piotr Terlecki
Piotr Terlecki, adwokat/radca prawny, wspólnik zarządzający w Terlecki & Wspólnicy Kancelaria Prawna sp.k.; doktorant na WPiA UW, specjalista w zakresie procedury cywilnej, prawa gospodarczego i prawa nieruchomości.
Archiwum
Rok 2012
Rok 2011
Rok 2010
Rok 2009